sobota, 9 stycznia 2016

Podsumowań czas zacząć - muzyka

2015 w muzyce to nie było nic nadzwyczajnego, nie poczułem żadnego katharsis. Ewentualnie mogę mówić o jaskółce dobrej zmiany, bo polska muzyka ewoluowała. Oprócz kopii popowych gwiazdeczek znalazły się również perły. Jakie to diamenty w 2015 roku wpadły w moje uszy, a przede wszystkim w moje serducho:
1.      Kortez – Zostań/ Co myślisz/ Pocztówka z kosmosu/ Od dawna już wiem
Kortez to objawienie. Kortez to muzyczny prorok, Kortez to wieszcz narodowy.
To smutas, taki facet, który został już kilkanaście razy skopany przez życie. Zdradziła go baba, wróć kobieta, nieukłada mu się w życiu. Jest sentymentalny, romantyczny, naiwny i szczery. Prosta muzyka – delikatna perkusja, gitara też nierozpędzona jak u bractwa Iron M. „Bumerang” będzie do mnie często wracał. Emocjonalnie Kortez opisuje 50% rozterek wszystkich Polaków, którzy w tej chwili nie bronią, albo nie pomstują przeciwko rządowi. Rośnij, śpiewaj, trwaj. Geniusz 2015.

2.      Król – Zaklęcie
Dużo jest charyzmy w głosie Króla. Niby wszystko już było, ale ten utwór zachwyca, czaruje na nowo. Pozwala, aby wewnętrznie przeżyć kolejną podróż do wnętrza siebie. Król niech czaruje. Może brakuje nam lat 80tych? Nie wiem, nie znam urodziłem się prawie pod koniec. Taki Ciechowski, ale bardziej z Rezerwatu. Broń Boże Kombii. Król to jednak król, a nie błazen. Tak dalej, w najgorszym wypadku „trzy razy spluć, pożegnać się, zostać”.

3.      Rysy & Justyna Święch – Przyjmij brak
W 2015 roku w moim przekonaniu muzyka elektroniczna wspięła się na wyżyny intelektualizmu. Rysy to takie ukoronowanie tego, co było najlepsze w muzyce elektronicznej minionego roku. Przyjmij brak z spokojnym, wyrafinowanym,
a zarazem wyważonym głosem Justyny Święch to wisienka na torcie, a raczej Giewont. Przyjemne, strawne, smaczne.

4.      Daniel Bloom & Mela – Katarakta
Daniel Bloom to prawdziwy ładunek wybuchowy. Świetny producent, genialna płyta, do tego bardzo dobry teledysk. Zwiastuje nową jakość, ba, bardziej nową innowacyjność w muzyce. Szkoda, że zapomniany jak większość tutaj przez stację komercyjne, a może po prostu o to chodzi, aby tworzyć niekoniecznie to, co w pierwszym sorcie.

5.      Baasch – Siamese sisters
Baascha poznałem za sprawą dosyć kiepskiego filmu „Płonące wieżowce”, to był jeden z niewielu plusów tego filmu. Nie to był jedyny atut tego filmu. Ale nie o filmach mowa. Pierwszorzędna muzyka, urzeka i zachwyca. Może cała płyta jest nie, co zbyt tematyczna, ale generalnie Baasch to dobra wiosna. Będzie ciepło, a momentami nawet gorąco. Psychodelicznie, seksownie, prawie oryginalnie. Cieszę się, że bliżej nam do Skandynawii niż do Azji.

6.      Patrick the Pan – Niedopowieści
Patrick the Pan wspólnie z Panem Dawidem Podsiadło w „Niedopowiesciach” opisują jak ma, jak powinien wyglądać prawdziwy rock. Nikt tutaj niepotrzebnie nie wyje, nikt tutaj nie głupieje z gitarą. Smaczne to jest, da się to jeść, smakuje mi to. Oby tak dalej. Do tego jeden z lepszych teledysków 2015. Dobrze się to wszystko zgrało. Ambitny tekst, ciekawa aranżacja, głos i delikatność dźwięków. „Czarne lub białe opowieści dla szarych ludzi … ulubioną lekturą są”.

7.      Bokka – Let It
To nie moje pierwsze spotkanie z tą formacją. Bokka wykracza poza granicę. Rozwala system, drugi dobry album. Nic tutaj nie jest patriotyczne. Jest żywo, jest energicznie. Ciepły, zmysłowy głos wokalistki i synchronizacja reszty. Jak w skokach do wody, wszystko przemyślane, idealnie i do zatracania się bez reszty. Piękny kawałek, tak dalej.

8.      Taco Hemingway – Następna stacja
Nie wiem czy ten Pan nie jest za bardzo warszaw(F)ski, hipsterski. Nie jest to muzyka dla wszystkich przyswajalna. Niektórych irytuje, innych zachwyca, w moje pokolenie przypuszczam, że trafia. Broni się. Koncertowo wypada nie najgorzej, ale do kanonu polskiego hip hopu chyba będzie mu daleko. Ale czy to hip hop? Trudny do zdefiniowania, ale to chyba walor w tych czasach? Przejażdżką jedynym metrem w Polsce, co ma aż dwie nitki sprawiło, że ten utwór doczekał się sporej grupy wyznawców nawet na LP3. Taco na szczęście nie śpiewa o pierdołach, ale zgrabnie opowiada życie. Za to duży plus.

9.      Mary Komasa – Come
Po zjawiskowym, freaku i zakręceniu w głowie przyszedł czas na „Come”. Nie wiem na ile tutaj berlińskich wpływów, ale przyjemne to wszystko dla ucha. Wykrystalizowane, delikatne, ale odpowiednio podlewane benzyną, kiedy trzeba. Nie za często, bo nie o to chodzi w Come. Doszukiwałbym się w tym hipnozy, ale za dużo chyba już takiej muzyki przetrawiłem, aby dorabiać fałszywą ideologię.

10.  Bisquit – Kasjo
Ciasteczka lubię za wszystko, za pewne rzeczy bardziej, za inne mniej. To jaka miłość związana z pierwszymi kawałkami tego poznańskiego teamu. Nie wiem na 100% czy z Poznania, ale taka muzyka pasuje do stolycy wielkopolski. Kasjo powrót do dzieciństwa. Płyta jeszcze z ad.2014, utwór światło dzienne ujrzał mniej mroźną zimą 2015 roku. Coś pięknego, coś wielkiego, coś, co będzie rosło w siłę.

Poza 10tką:
11.  Smolik/ Kev Fox – Run
12.  Oly – Alterlife
13.  The Dumplings – Nie gotujemy
14.  Lucy Rose – Mokotów
15.  Piotr Zioło – Podobny
16.  Fishmoll – Eager Boy
17.  Lao Che – Wojenka
18.  Mikromusic& Skubas – Bezwładnie
19.  Dawid Podsiadło – W drugą stronę 
20.  Natalia Nykiel – Bądź dużym …

Brak komentarzy: