Hip
hopu słuchałem lata temu. Za stary jestem, mój
bunt ma inny wymiar.
Z bagnetem na broń już raczej nie będę biegł, bo i po co. Jako przedstawiciel pokolenia „0” ambicji, osobowości, empatii i samodzielności pozwoliłem sobie na recenzję najnowszego kawałka Kaliber 44 – Nieodwracalne zmiany.
Z bagnetem na broń już raczej nie będę biegł, bo i po co. Jako przedstawiciel pokolenia „0” ambicji, osobowości, empatii i samodzielności pozwoliłem sobie na recenzję najnowszego kawałka Kaliber 44 – Nieodwracalne zmiany.
Tak,
tak słynny Kaliber 44.
Wiadomo, że z pewnych
przyczyn skład już nie ten sam. Pozostało dwóch bojowników Marii. Osławiony legendą mniej lub bardziej, bardziej lub
mniej jak Paktofonika. Obie formacje skupione z osobą ś.p Magika były, są i będą renomą.
„Nieodwracalne
zmiany” słucha się przyjemnie. Nie gardzi tym ucho,
nie molestuje się mózg,
nikt nie cierpi, ale doznań
hedonistycznych brak. Nie wiem, może
z zielenią to smakuje
inaczej. Raczej nie spróbuje. Stara szkoła,
dla tych którzy są jej
wiernym bractwem to zapewne euforia, dla mnie herbata. Wypiję, ale do słuchania hip hopu nie wrócę.
„63
minuty dookoła świata”
i „Księga tajemnicza
prolog” to epopeje, polskie wydania biblii, czy nowa płyta Kalibra dołączy do tego zestawu wątpię. Nie ten czas, nie ten klimat, nie to powietrze.
W oczekiwaniu na 44 dzień 2016 roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz