Tak, mam słabość
Do piosenki literackiej, aby było spokojniej. Taka poezja śpiewana, to ukojenie dla duszy.
Takie naśladowanie poezji śpiewanej – bo większość z niżej wymienionych nie jest już bardem w sensie muzycznym. Konkluzja: jeśli ktoś lubi wątpić w siebie i w otaczający go świat. Tak, piosenka literacka go w tym przekonaniu uratuje. To nie będzie żadne ukojenie, to będzie dolanie kolejnej setki spirytusu do krwawiącej już rany.
Muzyka to ukojenie przez krwawienie. Nie próbuj tego tamować, bo zatamujesz samego siebie. Moja jak zwykle subiektywna dziesiątka pięknych – smutnych tekstów.
Grzegorz Turnau – Bracka – to współczesny guru smutasów. Trochę już zakurzony. Teraz kojarzony bardziej przez Tosię. Ale Turnau to Grzegorz. Pan Grzegorz, aby było właściwie. Przez tego „Pana” pewna studentka odrzuciła moją kandydaturę do radia studenckiego. Z tego co wiem ta stacja już nie istnieje, a ja mam się dobrze. Tak bardzo chciałem czytać wiadomości i jak zwykle nie wyszło. Dlaczego „Bracka”?
Bo kto mieszkał, żył, egzystował w Krakowie to zrozumie. Kto nie, to niech pomieszka! Najlepiej listopadem, albo marcem. Zrozumie dlaczego w Krakowie przede wszystkim toczy się dyskusję przy niesamowitych, niczym nieokreślonych ilościach alkoholu.
W Krakowie masz wszystko co kochasz, a i z czasem znienawidzisz. Zakochasz się, znienawidzisz siebie. Na pewno zmarzniesz, poczujesz zapach kamienic i pooddychasz najświeższym w tej części Europy powietrzu! Cała twórczość Turnaua bazuje na pięknym słowie, ale sentymentalnie po prostu trafiło na „Bracką”. Boże, jeśli istniejesz ileż bym dał, aby cofnąć się jakieś siedem lat wstecz i dalej beztrosko przejść się plantami i czekał na deszcz.
Krzysztof Napiórkowski – Panie wiotkiej trzciny. Kraków po raz drugi. Zakochałem się w tym utworze. W poszukiwaniu Boga, w poszukiwaniu wartości, w zatracaniu się w wartościach, w budowaniu siebie. Chciałbym, aby takie utwory przyświecały temu wszystkiemu co dobre. Wskazywały drogi w książkach. Były kazaniami w kościołach, przesłaniami Koranu. Krzysztof Napiórkowski to jeden z wychowanków Piwnicy pod Baranami. Taka whisky z lodem, aby nie było tak idealnie dolejesz do niego coli.
Szymon Zychowicz – Anna od Cokołów. Kraków razy trzy. Swego czasu związany po raz trzeci w tym poście z Piwnicą. O miłości i o bólu. Bez bólu nie ma miłości. Prawie maryjna pieśń. Epopeja i potęga, niepokój i lęk, uspokojenie i tęsknota. Westchnienia i marzenia. Na wieki!
Piotr Bukartyk – Kup sobie psa. O ironio! To o mnie! Jak wszystko tutaj, ale często dochodzę do tego, że zostaje mi jedynie „kupić psa”. Piotr Bukartyk to jeden z moich ulubionych artystów. Uwielbiam „Małgochę” w końcu niektórzy rodzą się przegrani. Zatracam się „Piosenka z praniem w tle” to takie życiowe. Na koniec przypominam sobie, że „niestety trzeba mieć ambicję”. Z tym utworem wiąże się pewna historia. Kiedyś, dawno, dawno temu, kiedy jeszcze mieszkałem w grodzie Lecha poleciłem ten utwór komuś. Otrzymałem komentarz, że to aluzja. Z czasem wiem, że jeśli jakakolwiek aluzja nastąpiła to chyba bardziej mógłbym ją skierować do siebie.
O ironio, to się nazywa trafić w sedno. To jest właśnie Piotr Bukartyk. Nie wybaczę fanom trójki, że „Małgocha” ponad pół roku siedziała w poczekalni lp3 i na tym się skończyło.
Skubas - Nie ma dla mnie miłości. Kocham ten utwór od dnia 14 kwietnia 2014 roku, kiedy to idąc do pracy – usłyszałem te dźwięki po raz pierwszy. Tacy frustraci jak ja mają to do siebie, że skupiają się na słowach. Trafił mnie piorun, na ulicy Długiej w Krakowie. Nie musiałem wpaść pod tramwaj nr 13, ale trafiło mnie prosto w serce. To moje credo nieśmiertelności. Skubas to dojrzały już artysta, druga bardzo dobra płyta. Brzask to właściwe słowo. Mnie jak już napisałem trafiło. Sprawdzają się stare słowa, których pewnie nikt nie powiedział, chcesz nagrać hit: użyj gitary i serca, przelej swoje strapienia na papier i zaśpiewaj, albo wyrecytuj. Sukces gwarantowany. Emocjonalnie numer 1.
Kortez – Co myślisz. To było odkrycie 2015. Chciałbym być taki jak Kortez. Tak ładnie układać słowa, z taką esencją mówić o życiu. Płyta roku 2015. Bumerang będzie do mnie często wracał. Wychylam głowę i patrzę na Paryż. Drę mordę i recytuję „Co myślisz”. Chciałbym być takim kosmonautą z „Pocztówek” i takim buntownikiem z „Co myślisz”.
To cmentarzowy utwór. Widzę go jesienią, w parku, albo na cmentarzu. Rośnie nam Polska
w siłę, rośnie i niech rośnie, coraz wyżej i coraz piękniej.
Marek Grechuta – Świecie nasz. Zastanawiałem się czy mi wypada? Dlaczego nie?
W końcu każdy ma swój świat i każdy ma prawo do własnej masakry Grechuty. Człowiek – legenda, człowiek = poezja, człowiek słowa. Powoli zapominany, przypominany raz do roku. Trochę mi smutno, że klasyką wyciera się wszystko co piękne. Bednarek zrobił masakrę z „Ważne są dni, których jeszcze nie znamy”, nie on pierwszy i nie on ostatni. Grechutę na szczęście nie da się podpiąć pod żadną ideologiczną walkę i mam nadzieję, że będzie funkcjonował poza obiegiem. Świecie nasz dokąd zmierzasz wypadałoby napisać.
Dawid Podsiadło – Nieznajomy. Nie wiem w którą stronę to wszystko zmierza. Jestem, raczej byłem oczarowany pierwszą płytą Podsiadły. Druga to tak jak z trzecią Adele. Jest kawał głosu, ale czegoś mi brakuje. Coś niedopowiedziane. „Nieznajomy” to ten człowiek, który siedzi gdzieś tam w nas i często się go bardziej boimy niż otaczającej nas rzeczywistości. Z drugiej strony to on jest zawsze z nami dlatego też tak bardzo nie chcemy się z nim rozstać. Po prostu boimy się samotności doktorze Tomaszu.
Raz, Dwa, Trzy – Trudno nie Wierzyc w nic. Bo trudno, a najtrudniej wierzyć w siebie. Zespół instytucja, głos jak butelka dobrze odleżakowanego wina, ewangelicki spokój, euforia endomorfin i ten irytujący spokój.
Robert Kasprzycki – Trzymaj się wiatru kochana. To smutne, że człowiek z takim głosem musi zbierać fundusze w portalach co-fundatorskich, aby nakręcić teledysk. Niesamowity głos, płynie z niego spokój
i niesamowita siła. Nie ma w nim nic z agresji, żywa perła. Oszlifowany diament, który niestety przykryty jest kurzem w radiowych półkach. Trzymaj się wiatru kochana to singiel promujący ostatnią płytę Pana Kasprzyckiego wydaną w 2014 roku. Coś niespotykanego, perfekcja w każdym detalu. Niestety za mało komercyjnie, aby przebić się do szerszego grona publicznego. Pytanie tylko czy Pan Robert K. tego oczekuje?
I mógłbym tak wymieniać bez końca: sam Rojek z Myslovitz stworzył kanon desperatów, Podsiadło rośnie na jego dobrego następcę. Trudno w ich głosach doszukiwać się aż tak nadto piosenki literackiej. Następców na szczęście widać jest Kortez, w siłę rośnie Król, może Leski. Będzie dobrze, będzie się do czego niewidzialnie ciąć. Piosenka literacka na szczęście niszowa, na szczęście jeszcze wędruje między granicami kultury i pop kultury. Gorzej jak jest wykorzystywana ideologicznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz