Brawo dla samego siebie! Już nie pamiętam kiedy, wstałem w poniedziałek o 4.30. W sumie nie było to tak dawno, ale pomijając okres pracy to zawsze poniedziałek zaczynał się leniwie. Co najmniej od wstawania o 7 rano, a co jest dla mnie wyczynem jesli nie ma po co.
Szybki prysznic, kawka tradycyjnie z papierosem (wszędzie czytam, że nadmierne picie kawy i palenie papierosów zmniejsza moje wszelkie szanse i funkcje życiowe). Ale co ja poradzę dla kondycji to biegam, a swoich nawyków i przyzwyczajeń niestety nie mam dla kogo zmieniać.
I wsiadamy w pociąg relacji Jarosław - Kraków Główny, pięknie, tradycyjnie, jak przy poniedziałku zapchany. Biedna ta nasza kolej, oj biedna. Przed dzisiątą autobus i kierunek miasteczko studenckie. Kawa u kumpla, tradycjnie papieros.
Kilka spraw w dziekanacie. I wracamy na szlak turystyczny Kraków. Dzień kończy się w Krakowskiej. Żarcie fast food made in McDonalds i kierunek Rzeszów. W pociągu kilka sprzeczek z kretynem to mało powiedziane.
W Rzeszowie wstrętny dworzec. Tylko frytki i osobówka na Jarosław. Dzień zleciał, a ja ciągle do tyłu z marzeniami, planami i całą resztą.
Reasumując: Poniedziałek - ja nie mogę ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz