Pobudka, tym razem o 4.00. Hehe, lubie wstawać gdy jest ciemno. Kierunek, tradycyjnie Kraków. Kilka spraw na uczelni, tradycyjnie miasteczko. Później małe zakupy, jednak człowiek jest istotą, która musi sobie sprawiać małe drobne niespodzianki. Kolejny pociąg, a w przeciwieństwie do poniedziałku, miła rozmowa od komunizmu przez pogodę na wpływie Mickiewicza na kreowanie wizerunku Polski. Pociągi jednak rozwijają. I wróciłem do domu. Ok, ładnego pomieszczenia, może tak brzmi to precyzyjniej. Pokatuje się jeszcze po raz kolejny Pink Floydami (ciekawe, czy to dobrze odmieniłem). Chociaż film Parkera zrobił na mnie duże wrażenie. A teraz długa, bardzo długa kąpiel. Reasumując: ukryta mysl: naprawdę udany dzień, oby takich więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz