sobota, 21 maja 2016

Rzut oka na Eurowizję

Jeszcze kilka lat temu każdy, kto powiedziałby mi, że będę oglądał Eurowizję zostałby zabity śmiechem. Aż strach pisać. Człowiek ewoluuje, muzyka również i na szczęście poziom festiwali dla ludu zmierza w właściwą stronę. Która to jest nie pytajcie;-)

Dwa lata temu Eurowizję obejrzałem ze względu na słowiański wyuzdany kicz
w wykonaniu Cleo. Dla oka to bardzo, bardzo ekspresyjne wrażenia. W ubiegłym roku pierwszy raz obejrzałem prawie cały finał. Nie padłem z wrażenia, ale aż jeden utwór dorzuciłem na swoją play listę. Była to urocza reprezentantka Łotwy
– Aminata z utworem Love Injected.

W tym roku, nie tylko Szpak zaskoczył mnie swoją propozycją. Chociaż dla mnie to bestseller muzyczny nigdy nie będzie, a znalazłem całe pięć utworów, które zasłużyły na wyróżnienie.

1.      Jamala – 1944 (Ukraina); zasłużenie wygrała, muzycznie poziom ponad festiwalowy. Ktoś się czepia, że wygrali ze względu na przesłanie utworu (kontekst historyczny), aby utrzeć nosa Rosji. Ja uważam, że utwór jest po prostu dobry. Głos Jamali budzi krew.


2.      Just – Heartbeat (Łotwa); co za kraj, koniecznie muszę ich odwiedzić. Drugi raz z rzędu rewelacja. Utwór bardzo komercyjny, klubowy, ale bardzo smacznie podany.


3.    Frans – If I were sorry (Szwecja); znajomy mówił mi kiedyś, że Szwedzi od najmłodszych lat cieszą się śpiewem, edukacja muzyczna stoi na bardzo wysokim poziomie. To właśnie widać, a raczej słychać. Zachwyty zimnym krajem swoją drogą, kawałek Fransa to klimat idealny do tupania nóżką. Nie mam go na play liście, ale dobrze brzmi.

4.      Nika Kocharov & Young Georgian Lolitaz – Midnight Gold (Gruzja); utwór w stylu zatkało mnie zupełnie. Inny jak na Eurowizję to zupełnie niespodziewane granie. Chłopaki z prądem. Zabawa i nieudawany luz. Gdyby cała Eurowizja była w tym stylu to publika zmieniłaby się o jakieś 90kilka stopni.
5.      Zoe – Loin d’ici (Austria); Austria śpiewająca po francusku. Murowany hit lata na pewno nad Sekwaną. Letnie disco, dziewczynka z motylami
i balonami na kwiecistej łące. Taka mała, słodka, blond Alicja w krainie czarów. Jeśli kicz może być pięknie zaserwowany to właśnie to zrobiła Zoe.


Inne zaskoczenia:
Szpak i jego kolory życia (ależ on ma głos!), Armir, który czegoś szukał, ale znalazł (dla Francji to prawie jak święto narodowe, w 2014 zajęli ostatnie miejsce, rok temu
– drugie od końca, a w tym roku w czubie). Śliczna Francesca z Włoch – takie toskańskie ciepło, którego nigdy nie doświadczyłem.

Poniżej poziomu krytyki:

Nie rozumiem zachwytu nad propozycją Australii – takie to monotematyczne, kiczowaty kawałek gościa z Izraela, który z takim potencjałem w głosie po prostu marnuje się. Ponoć Bułgaria miała miłą piosenkę, ja pamiętam jedynie tą Panią, która za sprawą swojego stroju widoczna byłaby nawet poniżej poziomu mgły. Nie trzeba instalować ILSów. A i kolejna Kardzaszjanka (wiem, że je się inaczej piszę)
z Azerbejdżanu – Rihana wróć. A propos Pani od parasoli to słuchając reprezentantki Niemiec aż się chciała zanucić „Umbrella”. Serbia i Litwa zupa totalna, a i kolejny boysband – duet z Anglii.  

Moja „10”: 1-2 Ukraina, Łotwa, 3) Gruzja, 4) Polska, 5) Szwecja, 6) Włochy, 7) Francja, 8) Węgry, 9/10) Hiszpania, Austria

Z półfinałów w finale brakowało mi Estonii, Albanii i Macedonii.

Brak komentarzy: