poniedziałek, 23 listopada 2009

Szukam barw codzienności

Nie mam nawet pomysłu co tu napisać. W zasadzie piękny dzień. Szukałem pozytywów i wstałem o szóstej rano. Kawa z mlekiem, wizyta po pączki. Jak ja dawno nie jadłem pączków. Pyszne z nadzieniem truskawkowym. A jeszcze na wakacjach zarzekałem się, że już nigdy nie spróbuje truskawek. Zresztą ja to się często zarzekam, a później nie zawsze wytrwam w postanowieniach. A szkoda, to wielka słabość człowieka, że pozwala sobie aby rządziły nim emocje. Kiedyś sztuką wydawało mi się, że potrafię je ukrywać. Z drugiej strony ludzką rzeczą jest mylić się i błądzić.
I chciałbym rzec żadnej rewolucji nie było. Islam w wydaniu feministycznym nie przekonał mnie. Wcześniejsze zajęcia były ciekawsze. Teraz czekam na dalszą cześć: konflikty islamskiego świata, zapowiada się ciekawie. Oby warto było już o ósmej pojawiać się w poniedziałek na zajęcia. Na seminarium nie poszedłem. Zbytnio niczego nowego nie dowiedziałbym się, a moje publiczne show dopiero w grudniu. Także wymieniliśmy pokłony przed wydziałem.
A reszta dnia taka bezbarwna. Cytryny na obiad, ewaluacja badań na drugie, bieganie na deser. Prawdziwy speed tej jesienni, chyba zwiększę dystans. Trochę tych negatywnych emocji wtedy ze mnie opada. Gapie się na latarnie miejskie. Niby nic ciekawego, ale jeśli są odpowiednio rozmieszczone to ma to jakiś smak. I ruch jakby mniejszy. Nie będę liczył samochodów, policzę gwiazdy. Jeśli pojawią się na niebie. Infantylny pomysł jak na takiego starego człowieka jak ja. Przecież w moim wieku to na wojnie ginęli, a nie mieli czas na głupoty. Ale to ostatnie zdanie to nie moja myśl - zresztą na szczęście.
Kolorów nie było zbyt wiele, ale nie było też ciemno. A na niebie, będą błyszczeć gwiazdy. Mówie światu na dzisiaj już dobranoc.

Brak komentarzy: