niedziela, 1 listopada 2009

Pamięć i zaduma albo pokaz mody i żałosnego przepychu.

Witam w dniu, w którym chociaż przez chwilę nie jesteśmy dla siebie najważniejsi. Chociaż, smutno muszę przyznać, że ostatnie święto katolickie, które szanowałem uległo przewartościowaniu. Komercja w wymiarze jesteśmy lepsi, ładnie wyglądamy, prezentujemy się jako szczęśliwa i szanowna rodzina wydaje się jak najbardziej na miejscu. Albo zakup max znicza, zapełnij pomnik. Wydaje mi się, że ludzie robią to dla samych siebie, z poczucia jakiejś dla mnie niezrozumiałej potrzeby dowartościowania. Ale cholera czym i po co?
A Kościół krzyczy, że młodzież urządza sobie święto Halloween. A nie spojrzy na swoje dojrzalsze owieczki.


Zgodnie z tradycją dzień Wszystkich Świętych miał być radosny, a z kolei 2 listopada w kalendarzach katolickich określany jako Dzień Zadusznych dniem wspomnienia i może po części smutku. Chociaż wspomnienie nie jest najwłaściwszym słowem. O zmarłych powinniśmy pamiętać zawsze, a w tym symbolicznym dniu zanurzyć się choćby na chwilę nad ich losem, życiem, naszych wspólnie przeżytych chwil. Czasem będą to łzy radości, a niekiedy i łzy smutku. Nie ukrywajmy, że znaliśmy i znamy jedynie ludzi bez skazy. Ale utrata kogoś bliskiego, znajomego pozwala nam głębiej zastanowić się nad sensem własnego Ja na tym świecie. Staramy się zrozumieć i przede wszystkim pamiętać o nich, wiedząc, że kiedyś i nas spotka ten sam los.
A szczerze to wolałbym jedną świeczkę niż multum emblematów na nadarzającą się okazję od kogoś dla kogo ja naprawdę byłem/będę ważny. I niekoniecznie musi być to świeczka w wymiarze przedmiotu, ale taka wewnętrzna gdzieś z głębi serca.

Brak komentarzy: