sobota, 10 października 2009

List w butelce

Bywam niecenzuralny. Cholera, znowu wzięło mnie dzisiaj na sentymenty. To może przez ludzi, których ostatnio spotykam. Jak nigdy, wracam do czasów ogólniaka. Jakiego ogólniaka zresztą miałem być mechatronikiem. I co najlepsze nikt, mechatronikiem nie został. Zastanawiam się, gdybym wtedy albo lepiej jeszcze wcześniej napisał list i zakopał go w butelce. I po kilkunastu albo kilkudziesięciu latach do niego wrócił. Ale miałbym frajdę.
Co ciekawę, już nie pamiętam, kiedy ostatnio wstałem w sobotę tak wcześnie. Kocham soboty - za ich beztroskość i mozolność. Nie lubię za telewizję śniadaniową, kolejki w marketach, zatłoczone knajpy i całą resztę. Co do telewizji to totalna amerykanizacja. Już nie długo telewizja będzie kopią tego co gdzie indziej. Same programy rozrywkowe chociaż jaki to poziom rozrywki prezentuje, raczej żenady. Nic własnego, pomysłowego same formaty angielskie, holenderskie. Szkoda psuć wzrok. Zostają programy informacyjne - ale głowa mała od afery hazardowej, stoczniowej i całej reszty. Chociaż, tu jest możliwość spojrzenia na obiektywność poszczególnych stacji. Tak, wypadałoby dzisiaj zobaczyć mecz. Ale męczy mnie polska piłka. Dla rozbicia emocji, nadmiaru energii pobiegam.

Brak komentarzy: