wtorek, 23 czerwca 2009

Czas biegnie, nie pyta czy mozna zwolnić, jedyna opcja jaka pozostaje to włączyć drugi bieg i ruszyć dalej. Pytanie - gdzie ruszyć, do przodu i przed siebie, czy spoglądać wstecz, a może kierować się wskazówkami innych. Rady te nie zawsze okazują się słuszne i intencje nadawcy właściwe. Ale dam już spokój tym dziwnym przemyślenią.
Na szczęście sesja dobiega końca. Dzisiaj z uśmiechem na twarzy zdałem najdziwniejszy egzamin do jakiego do tej pory miałem okazję przystąpić. Nie rozumiem na co przyda mi się czternaście definicji prestizu, dziesięć struktury społecznej, a także typologia regionów w szesnastu ujęciach. Najbardziej rozbawił mnie region w językoznawstwie czyli okolice, krainy i ziemie dialektologiczne. Przedmiot owszem ciekawy, bo co może być bardziej interesujące w socjologii od zróznicowań społecznych. Fakt, jest kilka bardziej interesujących kwestii, ale to na inną bajkę. Ale dobra co poradzisz, po raz kolejny musisz się dostosować.
A propo zróżnicowań to miałem miłą okazję w niemiłej wizycie, bo odwiedziny w szpitalu raczej nie należą do najmilszych spotkań zwiedzić po raz kolejny Katowice. Kocham odcinek trasy Kraków Główny - Katowice od Myslowic zaczynając. Przepiękne są moim zdaniem pozostałości po kopalniach, budowle, nad którymi długo można się zastanawiać czemu mają służyć. Kolor cegły - czerwony, by nie rzec krwistoczerwony jest piękny. Kolejny kluczowy punkt na tej trasie to katowicki dworzec. Nie wyobrażam sobie dlaczego miasto wojewódzkie nie postara się i wspólnie z PKP nie odremontują go. Przecież bardziej nic nie straszy, ale to chyba skończy się na moich gdybaniach. Nie spotkałem się z informacjami o remoncje tego budynku. Ale zadziwiła mnie informacja na tabilcy ogłoszeń. Z której wywnioskowałem, że chcąc zrobić tam zdjęcia i następnie je upoblikować czy to w formie reportażu czy jakiegoś krótkiego filmu niezbędna jest zgoda władz kolei.
Ok, ale zróżnicowania to przede wszystkim ludzie. Przywykłem do widoku osób żebrących, dworcowych pijaczków - nie razi mnie to jak kiedyś. Widok Śląśka będzie kojarzył mi się zawsze z dziećmi które kradną węgiel. Pamiętam ten widok jeszcze z czasów, kiedy latem wyjeżdzałem na wakacje, a nie do pracy. I mimo, że ten niesprawiedliwy podział jest bardziej widoczny w obszarach zurbanizowanych niż na wsi, to jednak ciągle pozostaje problemem społecznym. Ale temu należy przeciwdziałać, a nie rozczulać się nad losem innych. Zobaczymy może wykreuje kiedyś, gdzieś jakieś zmiany, ale z drugiej strony nierówności zawsze były i będą.
A pytanie dnia na które chcę sobie odpowiedzieć biegając za jakieś 15 minut - dlaczego uczelnia z nazwińskiem Jański w reklamie promuje, że nie prowadzi zajęć w niedziele i poniedziałek. Jak dla mnie ciekawa perswazja to w tym wypadku zbyt małe słowa;)

Brak komentarzy: