A gdyby tak zatrzymać czas co by
było pewnie nic? Nic, by się nie zmieniło. Zostałoby to wszystko. Pierdolone
rozmyślania o świecie. Zjadłbym kanapkę z margaryną śniadaniową, ale musiałaby mieć
smak tej sprzed dwudziestu lat. Boże, jak to fajnie było mieć osiem lat.
Beztroska, beztroska.
Nie musiałeś planować. Nie budowałeś, nie rujnowałeś, niczego nie niszczyłeś. Ewentualnie twoimi odznakami dojrzewania były zadrapania. Mogłeś się śmiać z byle czego, nie miałeś problemów ze snem. Spałeś jak suseł. Zasypiałeś jak dziecko boże. W niedziele chodziłeś do kościółka. Nie wiele
z tego rozumiałeś, ale chodziłeś. Nawet w nic nie wątpiłeś. Nie wiedziałeś czy jest Bóg, czy go nie ma. Nie interesowały Cię takie sprawy po prostu. Wszystko przyjmowałeś naturalnym stanem rzeczy. Zima to była zimna, był śnieg, albo go nie było. Latem, było ciepło i zawsze padał deszcz. Czekałeś na wakacje, ale w szkole przecież tez zbytnio nie cierpiałeś. Byłeś zdolnym, dobrym, bystrym dzieckiem.
Nie musiałeś planować. Nie budowałeś, nie rujnowałeś, niczego nie niszczyłeś. Ewentualnie twoimi odznakami dojrzewania były zadrapania. Mogłeś się śmiać z byle czego, nie miałeś problemów ze snem. Spałeś jak suseł. Zasypiałeś jak dziecko boże. W niedziele chodziłeś do kościółka. Nie wiele
z tego rozumiałeś, ale chodziłeś. Nawet w nic nie wątpiłeś. Nie wiedziałeś czy jest Bóg, czy go nie ma. Nie interesowały Cię takie sprawy po prostu. Wszystko przyjmowałeś naturalnym stanem rzeczy. Zima to była zimna, był śnieg, albo go nie było. Latem, było ciepło i zawsze padał deszcz. Czekałeś na wakacje, ale w szkole przecież tez zbytnio nie cierpiałeś. Byłeś zdolnym, dobrym, bystrym dzieckiem.
Lata mijały, beztroska zmieniała
znaczenie. Pierwsza trauma gimnazjum. Wyrwanie z naturalnego środowiska.
Liczyłeś na koniec świata. Twoja siostra z jej najlepszą koleżanką nawet się
pożegnały. Nie! Nie udało się, świat dalej istnieje. Zaczęło się, koniec
beztroski. Konfrontacja z obcymi. Niby tacy sami, ale czujesz już inną
rywalizację niż z Natalką, która Ci się nigdy nie podobała, a każdy ją
uwielbiał. Nie lubiłem blondynek w stylu Diany. Diana też była przereklamowana
i ponoć tępa.
Ale została ikoną.
Ale została ikoną.
Jak nienawidziłeś wuefu, tak
znienawidziłeś go jeszcze bardziej. Wiem to takie niemęskie, nie lubić
grupowego sportu. Dzieci na wsi – kochają sport, chłopcy uwielbiają piłkę nożną
i ręczną. Ty jej wręcz nienawidziłeś. Na szczęście wf był tylko trzy razy w
tygodniu, kombinowałeś jak go obejść obroną ręką. Wtedy się nauczyłeś
kalkulować. Wtedy też zrozumiałeś, że nie można być najlepszym ze wszystkiego.
Stajesz się wówczas beznadziejny. Perfekcjonistów i szóstkowiczów spotykałeś
już później na każdym etapie swojej edukacji. Wewnętrzne śmiałeś się z nich,
ale i tak zacząłeś rywalizować. Boże, po cholerę nam ta rywalizacja?
Trzy lata zleciało bardzo szybko.
Niektórych twarzy już nawet nie pamiętasz. Gdzieś zginęły w tłumie. Może były
zbyt mocne? Nie, zbyt mocne twarze się zapamiętuje. Ale o Natalce już słuch
zaginął.
Już jej nie pamiętałeś. Nienawidziłeś gier zespołowych, ale już wiedziałeś, że w życiu należy przyłączać się do różnych sojuszów. Jednych zwalczać, czuć się wygrany. Triumfować. To uczucie, prawda.
To jest najlepsza karma. Skąd wiesz jak smakuje karma? Nie wiesz, ale chcesz czuć ten smak.
Nie znasz jej smaku, ale tak pochłania Cię szukanie tego smaku, że zapominasz czego szukasz.
Stajesz się nienasycony i nigdy nie będziesz zadowolony. Bo nie znajdziesz tego smaku. Będzie gdzieś nieosiągalny dla Ciebie. Choć w pobliżu to ciągle będzie nie to.
Już jej nie pamiętałeś. Nienawidziłeś gier zespołowych, ale już wiedziałeś, że w życiu należy przyłączać się do różnych sojuszów. Jednych zwalczać, czuć się wygrany. Triumfować. To uczucie, prawda.
To jest najlepsza karma. Skąd wiesz jak smakuje karma? Nie wiesz, ale chcesz czuć ten smak.
Nie znasz jej smaku, ale tak pochłania Cię szukanie tego smaku, że zapominasz czego szukasz.
Stajesz się nienasycony i nigdy nie będziesz zadowolony. Bo nie znajdziesz tego smaku. Będzie gdzieś nieosiągalny dla Ciebie. Choć w pobliżu to ciągle będzie nie to.
Kończysz gimnazjum. Dalej konstruujesz
siebie. Nauczyłeś się palić. Masz swojego sojusznika, który Cię nigdy nie
opuści nawet gdy będziesz tego chciał. Do tego doszła kawa. Zakochałeś się w
tych dwóch smakach. Ambrozja, nektar. Piękni z marzeniami, młodzi, wolni, wyzwoleni.
Już powoli
z planami i z perspektywami, ale ciągle za mało doświadczeni na życie.
z planami i z perspektywami, ale ciągle za mało doświadczeni na życie.
Liceum. Już nie jesteś taki
święty. W sumie nigdy nie byłeś. Zauważyłeś, że w otoczeniu bardziej cenione
jest chamstwo niż bycie estetą. Chamstwo nie jest w Twoim stylu, stajesz się
ironiczny.
Może zawsze byłeś, ale perspektywa Cię ograniczała. Powiat to nie gmina. Jednego dnia już dryblujesz na salonach, drugiego dnia siedzisz cicho. Teraz już wiesz co Cię interesuje, co Cię pociąga, czego pragniesz. Zrobisz jednak zupełnie na odwrót.
Może zawsze byłeś, ale perspektywa Cię ograniczała. Powiat to nie gmina. Jednego dnia już dryblujesz na salonach, drugiego dnia siedzisz cicho. Teraz już wiesz co Cię interesuje, co Cię pociąga, czego pragniesz. Zrobisz jednak zupełnie na odwrót.
Żyjesz w chorym społeczeństwie, a
sam go tworzysz. Dopasowujesz się, nie walniesz ręką, bo nauczyłeś się, że nikt
na to nie reaguje. Jesteś sam ze sobą. Dochodzisz w swojej samotności do tego,
że sam łapiesz się za rękę, aby nie czuć się samotny. Boże, Boże, Boże jakie to
ckliwe. Jakie to nieudaczne, jaki jesteś słaby, jaki jesteś bezbronny, jak się
nad sobą użalasz!
Zakładasz dwie maski. W żadnej z
nich nie czujesz się dobrze. Jesteś niepewny i dobry strateg jest Cię w stanie
rozpracować. Generalnie jednak ludzie są od siebie bardzo daleko i nikt nie
chcę czytać innych. Wtedy utwierdziłeś się w przekonaniu, że nie warto mówić o
swoich problemach.
Albo zostaniesz przez innych zrugany, albo inni zaskoczą Cię swoimi jeszcze biedniejszym życiem emocjonalnym. Twoje problemy znowu staną się małe. Nie wiesz tego to znaczy nie żyłeś.
Albo zostaniesz przez innych zrugany, albo inni zaskoczą Cię swoimi jeszcze biedniejszym życiem emocjonalnym. Twoje problemy znowu staną się małe. Nie wiesz tego to znaczy nie żyłeś.
W końcu opuszczasz korzenie
powiatowo-wojewódzkie. Wyjeżdżasz w wielki (mały) świat, okazuje się, że jest
on taki sam w jakim byłeś tylko, że ludzie problemy i historię się kumulują.
Obserwujesz ludzi, zawierasz sojusze, trzymasz się z jednymi, boisz się
odrzucenia przez innych. Realizujesz siebie i ciągle kłamiesz sobie, że się nie oszukujesz.
Przegrałeś, bo to napisałeś. Planowałeś,
że będziesz przystojnym skurwysynem co z tego wyszło? Jak zwykle tylko słowa. Podsumowanie i morał tej bajki - nie ma. Wolne myśli, strzelamy ślepakami do siebie
w każdej sferze.
w każdej sferze.
Reasumując w życiu uczymy się
tego, aby w końcu wejść na właściwą ścieżkę, a później nią iść. Niestety życie
nie gwarantuje asfaltu całą drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz