sobota, 5 grudnia 2015

A gdyby tak zatrzymać czas co by było pewnie nic? Nic, by się nie zmieniło. Zostałoby to wszystko. Pierdolone rozmyślania o świecie. Zjadłbym kanapkę z margaryną śniadaniową, ale musiałaby mieć smak tej sprzed dwudziestu lat. Boże, jak to fajnie było mieć osiem lat. Beztroska, beztroska.
Nie musiałeś planować. Nie budowałeś, nie rujnowałeś, niczego nie niszczyłeś. Ewentualnie twoimi odznakami dojrzewania były zadrapania. Mogłeś się śmiać z byle czego, nie miałeś problemów ze snem. Spałeś jak suseł. Zasypiałeś jak dziecko boże. W niedziele chodziłeś do kościółka. Nie wiele
z tego rozumiałeś, ale chodziłeś. Nawet w nic nie wątpiłeś. Nie wiedziałeś czy jest Bóg, czy go nie ma. Nie interesowały Cię takie sprawy po prostu. Wszystko przyjmowałeś naturalnym stanem rzeczy. Zima to była zimna, był śnieg, albo go nie było. Latem, było ciepło i zawsze padał deszcz. Czekałeś na wakacje, ale w szkole przecież tez zbytnio nie cierpiałeś. Byłeś zdolnym, dobrym, bystrym dzieckiem.

Lata mijały, beztroska zmieniała znaczenie. Pierwsza trauma gimnazjum. Wyrwanie z naturalnego środowiska. Liczyłeś na koniec świata. Twoja siostra z jej najlepszą koleżanką nawet się pożegnały. Nie! Nie udało się, świat dalej istnieje. Zaczęło się, koniec beztroski. Konfrontacja z obcymi. Niby tacy sami, ale czujesz już inną rywalizację niż z Natalką, która Ci się nigdy nie podobała, a każdy ją uwielbiał. Nie lubiłem blondynek w stylu Diany. Diana też była przereklamowana i ponoć tępa.
Ale została ikoną.

Jak nienawidziłeś wuefu, tak znienawidziłeś go jeszcze bardziej. Wiem to takie niemęskie, nie lubić grupowego sportu. Dzieci na wsi – kochają sport, chłopcy uwielbiają piłkę nożną i ręczną. Ty jej wręcz nienawidziłeś. Na szczęście wf był tylko trzy razy w tygodniu, kombinowałeś jak go obejść obroną ręką. Wtedy się nauczyłeś kalkulować. Wtedy też zrozumiałeś, że nie można być najlepszym ze wszystkiego. Stajesz się wówczas beznadziejny. Perfekcjonistów i szóstkowiczów spotykałeś już później na każdym etapie swojej edukacji. Wewnętrzne śmiałeś się z nich, ale i tak zacząłeś rywalizować. Boże, po cholerę nam ta rywalizacja?

Trzy lata zleciało bardzo szybko. Niektórych twarzy już nawet nie pamiętasz. Gdzieś zginęły w tłumie. Może były zbyt mocne? Nie, zbyt mocne twarze się zapamiętuje. Ale o Natalce już słuch zaginął.
Już jej nie pamiętałeś. Nienawidziłeś gier zespołowych, ale już wiedziałeś, że w życiu należy przyłączać się do różnych sojuszów. Jednych zwalczać, czuć się wygrany. Triumfować. To uczucie, prawda.
To jest najlepsza karma. Skąd wiesz jak smakuje karma? Nie wiesz, ale chcesz czuć ten smak.
Nie znasz jej smaku, ale tak pochłania Cię szukanie tego smaku, że zapominasz czego szukasz.
Stajesz się nienasycony i nigdy nie będziesz zadowolony. Bo nie znajdziesz tego smaku. Będzie gdzieś nieosiągalny dla Ciebie. Choć w pobliżu to ciągle będzie nie to.

Kończysz gimnazjum. Dalej konstruujesz siebie. Nauczyłeś się palić. Masz swojego sojusznika, który Cię nigdy nie opuści nawet gdy będziesz tego chciał. Do tego doszła kawa. Zakochałeś się w tych dwóch smakach. Ambrozja, nektar. Piękni z marzeniami, młodzi, wolni, wyzwoleni. Już powoli
z planami i z perspektywami, ale ciągle za mało doświadczeni na życie.
Liceum. Już nie jesteś taki święty. W sumie nigdy nie byłeś. Zauważyłeś, że w otoczeniu bardziej cenione jest chamstwo niż bycie estetą. Chamstwo nie jest w Twoim stylu, stajesz się ironiczny.
Może zawsze byłeś, ale perspektywa Cię ograniczała. Powiat to nie gmina. Jednego dnia już dryblujesz na salonach, drugiego dnia siedzisz cicho. Teraz już wiesz co Cię interesuje, co Cię pociąga, czego pragniesz. Zrobisz jednak zupełnie na odwrót.

Żyjesz w chorym społeczeństwie, a sam go tworzysz. Dopasowujesz się, nie walniesz ręką, bo nauczyłeś się, że nikt na to nie reaguje. Jesteś sam ze sobą. Dochodzisz w swojej samotności do tego, że sam łapiesz się za rękę, aby nie czuć się samotny. Boże, Boże, Boże jakie to ckliwe. Jakie to nieudaczne, jaki jesteś słaby, jaki jesteś bezbronny, jak się nad sobą użalasz!
Zakładasz dwie maski. W żadnej z nich nie czujesz się dobrze. Jesteś niepewny i dobry strateg jest Cię w stanie rozpracować. Generalnie jednak ludzie są od siebie bardzo daleko i nikt nie chcę czytać innych. Wtedy utwierdziłeś się w przekonaniu, że nie warto mówić o swoich problemach.
Albo zostaniesz przez innych zrugany, albo inni zaskoczą Cię swoimi jeszcze biedniejszym życiem emocjonalnym. Twoje problemy znowu staną się małe. Nie wiesz tego to znaczy nie żyłeś.

W końcu opuszczasz korzenie powiatowo-wojewódzkie. Wyjeżdżasz w wielki (mały) świat, okazuje się, że jest on taki sam w jakim byłeś tylko, że ludzie problemy i historię się kumulują. Obserwujesz ludzi, zawierasz sojusze, trzymasz się z jednymi, boisz się odrzucenia przez innych. Realizujesz siebie i ciągle kłamiesz sobie, że się nie oszukujesz.

Przegrałeś, bo to napisałeś. Planowałeś, że będziesz przystojnym skurwysynem co z tego wyszło? Jak zwykle tylko słowa. Podsumowanie i morał tej bajki - nie ma. Wolne myśli, strzelamy ślepakami do siebie
w każdej sferze. 


Reasumując w życiu uczymy się tego, aby w końcu wejść na właściwą ścieżkę, a później nią iść. Niestety życie nie gwarantuje asfaltu całą drogę. 

Brak komentarzy: