piątek, 4 grudnia 2009

Chyba mały (bardzo mały) krok do przodu

Proszę i mamy grudzień. Gwarantuje, że nawet 4 grudnia. I wyobraźcie sobie (swoją drogą nie ma to jak Szekspir) przez trzy dni nie paliłem papierosów. Ani macha. I wysiadasz na dworcu niestety Jarosław, a nie Jarosław Główny bo takiego nie ma. Rozglądasz się, starasz się uśmiechać do ludzi. I co widzisz człowieku ...? Smutek, rozpacz, szarość, bezbarwność i jeszcze raz smutek. Momentalnie wyciągasz z kieszeni pieniądze i prosisz o papierosy.
I rodzi się dramat bo z jednej strony złamałeś się. Potrafiłeś nie palić ponad 72 godziny i naglę wpadasz w wielką czarną otchłań. Ale czujesz ulgę i dopasowujesz się do reszty społeczeństwa. Nie cieszysz się już ani piękną pogodą, ani możliwością ciekawych zdjęć. Jesteś szary, smutny i zły. W końcu się złamałeś, nie po raz pierwszy. I zapewne nie po raz ostatni.
"Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać" tą część myśli Hemigwaya kojarzy każdy. Ile osób zna wcześniejsze zdanie "Człowiek nie jest stworzony do klęski" nie wiem? Ale co, zostało mi pięć papierosów. Nie pozostaje mi nic innego jak jutro na nowo stanąć do walki, przecież nie jestem stworzony do klęski. Może to prostackie, że napisałem post o słabości, która dla większości nie jest żadnym problem. Niektóre rzeczy łatwo zacząć niestety gorzej skończyć. I tak jest z nałogami. A może liczę na pocieszenie i wsparcie, albo ulgę, że to napisałem. Bo gdy ktoś Ci mówi, że i tak wiedział, że prędzej czy później zapalisz. To na pewien moment gasi w człowieku chęci, ale zapomina, że tym sposobem jedynie/aż człowieka wzmacnia.

Brak komentarzy: