czwartek, 18 czerwca 2009

Co się stało z naszą klasą?

Na pytanie zadane przez Jacka Kaczmarskiego w moim wypadku nie chciałbym odpowiadać. Na pewno nie, jeśli chodzi o moich najstarszych znajomych, pomijając ten fakt, że do tej pory jeden z nich to mój najlepszy kolega. Ciągle boję się używać określeń przyjaciel.
Z racji, że miałem przyjemność, a może i nieprzyjemność być pierwszym rocznikiem pokolenia gimnazjum, to zdawałem pierwszy test gimnazjalny i pierwszą nową maturę. Gimnazjum pozostawię w spokoju trafiłem na dobrych pedagogów w kilku dziedzinach, także ukształtowali po części moje życie. Liceum dość abstrakcyjnie, jako totalny humanista wybrałem mechatroniczne. Dla większości osób mechatronika do dnia dzisiejszego pozostaje rzeczą abstrakcyjną. I nie będę ukrywał, dla mnie ciągle pozostaje rzeczą nie do końca za przysłowiowy "za pan brat". Ok, mogłem się uczyć ponadprogram, ale nie miałem motywacji. Byłem orgynałem, także nawet robiąc projekt w pięć minut Pan z informatyki stwierdzając, że palę papierosy, miał racjonalne powody, aby wstawić mi ocenę, na pewno nie adektwatną do mojej wiedzy, ale na pewno do jego rzeczywistości. A sprowadzała się do tego, skoro myśli inaczej niż przyjęty schemat i potrafi się sprzeciwić to znaczy, że udaje kogoś lepszego. Wtedy następowało przysłowiowe ciach. Podobnie, z językiem polskim. Na pytanie czy przeczytałem książkę pt. XXX, odpowiadłem, że nie. Druga część pytania: To co przeczytałeś. Wtedy miałem okazję, wymienić pozycję, które akurat w tym momencie kształtowały moje życie. Odpowiedź Pani mgr (dosłowny cytat) Z taką wiedzą to Ty matury nie zdasz, ale zawsze masz szanse w teleturniejach. Rozumiem, do mnie może z takim hasłem, była moją wychowawczynią, szkoda, że polubiła mnie dopiero po pisemnej maturzę, którą zdałem na ponad 90%. Tak wtedy byłem fajny, ale bolało mnie, że rodzicę musieli wysłuchiwać takich, a nie innych treści.
Liceum miła sprawa, a co do studiów podobnie. W tym wypadku to dramat. Rozumiem, jeśli ktoś wykłada teorię, ale niech to zrobi z życiem. Miałem kilku wykładowców, którzy zmuszali do myślenia. Reszta podobnie jak w liceum, myśl jak masz napisane w notatkach, nie sugeruj się tym co Ty naprawdę przeczytałeś, jest dla Ciebie istotne, bo w ponad 90%, ważne jest to co wykułeś, a nie to co naprawdę o tym myślisz.
Fakt, jest to dramat, ale zgodnie z dewizą Legii Cudzoziemskiej - MAG: Maszeruj albo giń, dla mnie wersja brzmi Adaptuj się albo giń. Tylko jakoś nie mogę się przystosować ;(, albo na szczęście ;)

Brak komentarzy: